Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce Prywatności".

x

Aktualności

Jeszcze na tym zarobimy. Obietnice wyborcze radnego

Jeszcze na tym zarobimy. Obietnice wyborcze radnego

04.10.2018

O Krakowskim 500 plus, butelkowej akcji i wyrzuceniu religii ze szkół opowiada nam Łukasz Wantuch, radny prezydenckiego klubu Przyjazny Kraków, który startuje do Rady Miasta z Komitetu Wyborczego Wyborców Jacka Majchrowskiego - Obywatelski Kraków. Rozmawia Anna Kolet-Iciek.

Pana projekt Krakowskie 500 plus to czysty populizm, obliczony na wygranie wyborów.

Dlaczego?

Tak to widzę.

Udzielanie mądrej pomocy nie jest populizmem. Uważam, że zadaniem samorządowców jest pomaganie ludziom. Mój projekt nie jest kiełbasą wyborczą. Jest bardzo dobrze wyliczony, a w przeciwieństwie do rządowego 500 plus nie usuwa kobiet z rynku pracy.

Skąd ta pewność?

Osoby bezrobotne, które otrzymają pieniądze będą musiały to odpracować. Z tego obowiązku zostaną wyłączeni rodzice dzieci niepełnosprawnych i takich, które nie mają jeszcze trzech lat. Stawka wynosi 15 zł za godzinę. Rządowy program sprawił, że 150 tys. kobiet zniknęło z rynku pracy, bo bardziej im się opłacało zrezygnować z zatrudnienia i zmieścić się w kryteriach dochodowych niż nadal pracować i nie otrzymywać świadczenia. W moim projekcie kryteria dochodowe są dwukrotnie wyższe niż w przypadku rządowego programu, dzięki czemu więcej osób ma szansę skorzystać ze wsparcia, a w przypadku niewielkiego przekroczenia wysokości dochodów rodzic nie traci prawa do świadczenia, a jest ono jedynie pomniejszane o przekroczoną kwotę.

Chce pan, żeby te pieniądze były wydawane wyłącznie na jedzenie. Dlaczego?

Z prostego powodu. 90 proc. żywności jest rodzimej produkcji, dzięki czemu pieniądze wrócą do budżetu w formie podatków, co da możliwości rozszerzenia programu o kolejne kwoty. Tymczasem rządowe 500 plus może iść na dowolny cel, np. zakup zagranicznego samochodu, z czego Polska nic nie ma.

Pana program jest jednak bardzo kosztowny. Czy Kraków stać na takie rozdawnictwo?

W pierwszym roku realizacji ma kosztować 75 mln złotych, bo na początek rodziny dostaną miesięcznie po 100 zł. Kwota będzie rosła co roku o 100 zł, aż do 2023 r. kiedy świadczenie wyniesie 500 zł. Nie dotyczy to dzieci niepełnosprawnych, które od razu dostaną pełną kwotę. Dodatkowo pieniądze będą przysługiwać wyłącznie osobom płacącym podatki w Krakowie od co najmniej trzech lat. To może skłonić wiele osób do rozliczania swojego podatku u nas, dzięki czemu budżet miasta zyska minimum 30 tys. nowych podatników. Z każdej osoby płacącej podatki w mieście mamy ok. 2500 zł rocznie, a więc w pierwszym roku jeszcze na tym zarobimy, bo z uwagi na trzyletni okres karencji nowi podatnicy nie będą otrzymywać wsparcia. Jeśli jednak ktoś uzna, że te 75 mln to za dużo, możemy zrobić program pilotażowy w trzech dzielnicach - I, II i III. Wówczas koszt wyniesie ok. 12 mln zł.

Dlaczego akurat w tych trzech dzielnicach?

Bo jestem tu radnym, a to ja wymyśliłem ten program.

Ale pieniądze na jego realizację mają pochodzić z budżetu miasta, a nie dzielnic. Mieszkańcy pozostałych rejonów byliby poszkodowani.

Dlatego jestem zwolennikiem, żeby program objął całe miasto. Uważam, że Kraków stać na to. Wysłałem też maila do wójtów i burmistrzów pozostałych gmin w Małopolsce, by oni również rozważyli wprowadzenie u siebie takiego programu.

Konsultował pan jego założenia z prawnikami?

Tak.

I co powiedzieli?

Pod względem technicznym i prawnym nie ma żadnych przeciwskazań żeby to zrobić, ale liczę się z oporem, bo jest to coś nowego.

Dlaczego akurat 500 zł, a nie 600 czy 1000?

Bo moim zdaniem jest to górna granica możliwości budżetowych. Docelowo program ma kosztować 262 mln zł rocznie. Uważam zresztą, że mój projekt szybko stanie się projektem ogólnopolskim. Już teraz Grzegorz Schetyna zapowiada, że jego partia będzie szła do wyborów z hasłem 500 plus na pierwsze dziecko.

Chciałby pan, aby program zaczął funkcjonować w Krakowie już od przyszłego roku, a to oznacza, że należy wpisać go do przyszłorocznego budżetu, który jest już konstruowany.

Zgadza się.

Czy podjął pan w tej sprawie jakieś kroki?

Nie, bo wkrótce będziemy mieć nową radę, która będzie odpowiedzialna za realizację przyszłorocznego budżetu. Nie ma sensu wrzucać jej teraz kukułczego jaja, bo program można wprowadzać poprawkami do uchwały budżetowej.

Nazywa pan swój projekt kukułczym jajem?

Niektórzy tak by to mogli odebrać. Wolałbym, żeby nowa rada sama świadomie podjęła decyzję o jego realizacji.

W mijającej kadencji Rady Miasta również nie stronił pan od kontrowersyjnych pomysłów. Jak chociażby próba zablokowania możliwości wstępu do żłobków i przedszkoli niezaszczepionym dzieciom. Pozostali radni nie zgodzili się z pana argumentami. Będzie pan wracał do tego tematu?

Będę, ale może się to okazać niepotrzebne. Trwa zbieranie podpisów pod obywatelskim projektem ustawy, który całkowicie zabrania wstępu do szkół, przedszkoli i żłobków nieszczepionym dzieciom. Głosowanie w radzie miasta nad podobnym projektem przegrałem 20 do 10, bo radni uznali, że to ograniczanie wolności. Moim zdaniem to absurd, bo wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się życie i zdrowie innej osoby. Nieszczepione dzieci stanowią zagrożenie również dla tych zaszczepionych i takich, które w danym momencie nie mogą przejść szczepień, bo np. są chore. Jeśli odsetek zaszczepionych osób spadnie poniżej 95 proc. dzieci zaczną być podatne na groźne choroby.

W tej kadencji przegrał pan również walkę o wprowadzenie uchwały “Dziecko to dziecko”, która miała dać uczniom prywatnych szkół i przedszkoli takie same uprawnienia, jakie mają dzieci w placówkach samorządowych. Tylko 5 radnych było za.

Wśród radnych pokutuje przekonanie, że dziecko, które chodzi do prywatnej placówki to nie jest nasz problem. Ja uważam, że to nie zwalnia nas z troski o takie dziecko, które przecież też jest mieszkańcem Krakowa. Do tego projektu jeszcze wrócę. Na razie udało się wywalczyć dla tych placówek oczyszczacze powietrza. Każda szkoła, przedszkole i żłobek dostaną pieniądze na zakup urządzeń.

Kiedy trafią one do placówek?

Do 30 listopada. Dyrektorzy sami wybierają urządzenia z oferty kilku firm, które się zgłosiły i które znacznie obniżyły cenę dzięki możliwości realizacji większego zamówienia.

Skoro już jesteśmy przy walce ze smogiem. W swojej ulotce wyborczej obiecuje pan zakup maseczek antysmogowych dla uczniów krakowskich podstawówek.

Pieniądze na ten cel już są w budżecie. Chciałbym, żeby każdy uczeń w Krakowie do końca listopada otrzymał taką maseczkę. Ale nie za darmo. Zasada ma być taka, że rodzic płaci 10 zł na konto rady rodziców, a w zamian jego pociecha dostaje maseczkę. Dzieci też będą musiały to odpracować, maluchy robiąc rysunek lub jakąś inną pracę plastyczną, a starsi uczniowie np. zamiatając szkolne podwórko.

Dlaczego?

Chodzi o to, że jak się coś dostaje za darmo, to się tego nie szanuje. Darmową maseczkę weźmie każdy, nawet jeśli jej nie potrzebuje, ale kiedy trzeba będzie za to zapłacić choćby symboliczną kwotę, to już się zastanowi czy faktycznie jest mu ona potrzebna. Maseczki będą z wyższej półki, w cenie ok.100 zł.

Kolejny punkt z pana programu wyborczego to przeniesienie religii do salek katechetycznych.

W jednej z krakowskich szkół to już się dzieje. W tej sprawie nie można jednak niczego narzucać. Chciałbym najpierw zapytać o opinię rodziców w specjalnej ankiecie. Mój pomysł jest taki, żeby religia była realizowana w niedzielę w kościele. Najpierw przez godzinę podczas mszy, a potem przez kolejną godzinę w salce katechetycznej.

Jaki byłby cel tej zmiany?

W zamian dzieci dostaną dwie dodatkowe godziny języka angielskiego, których teraz nie ma gdzie realizować. Trzy lata temu w Krakowie rozpoczęła się realizacja programu “Angielski pięć razy w tygodniu”. Wówczas było 2200 dodatkowych godzin języka, teraz w wyniku reformy edukacji liczba godzin spadła do 675, bo trzeba było zrobić miejsce dla siódmych i ósmych klas. Są pieniądze na dodatkowe lekcje, a nie ma sal, w których mogłyby się one odbywać. Usunięcie religii ze szkół da nam możliwość realizacji pięciu godzin angielskiego w tygodniu.

Dlaczego każe pan przynosić dzieciom do przedszkola plastikowe butelki?

Żeby się dobrze bawiły. W tej akcji chodzi o to, żeby wprowadzić na butelki plastikowe kaucję w wysokości 10 groszy.

Po co?

Żeby nie lądowały one w lasach lub piecach, tylko były oddawane do skupu. Tak jest już w wielu europejskich krajach. Byłem ostatnio w Niemczech i nie widziałem na ulicy ani jednej plastikowej butelki. Tam kaucja wynosi 0,25 euro i ludzie zamiast wyrzucać oddają do skupu. Sam tak zrobiłem. W trzech miejscach w Małopolsce, dzięki mojej inicjatywie, można oddać plastikowe butelki: to sklep na placu Imbramowskim, na ul. Powstańców 34 i w Myślenicach. Przyjmują po 5 sztuk od osoby dziennie i płacą 10 groszy za każdą. To program pilotażowy, finansowany przeze mnie i przez właścicieli tych trzech sklepów. Mam już całą piwnicę zapchaną tymi butelkami.

Co pan z nimi zrobi?

Wyrzucę.

To trochę bez sensu.

Na razie nie mam co z nimi zrobić. Jeśli uda się wprowadzić system kaucyjny wówczas zbieranie tych butelek będzie miało sens. Do tego potrzeba jednak zmian ustawowych. Już mam gotową rezolucję do Sejmu w tej sprawie. To również element walki ze smogiem, jeśli ktoś dostanie za butelkę PET 10 gr w skupie, to jest szansa, że nie trafi ona do pieca węglowego.

A co dostaną przedszkola, które teraz zbierają te butelki?

Gadżety dla dzieci, opaski, przylepki itp.

I gdzie tu ekologia? To zwykłe śmieci, które zaraz też wylądują w koszu

Ale to już i tak zostało wyprodukowane. Firmy przesłały mi po prostu nadwyżki swoich produktów. Ale mam nadzieje, że zanim dzieci znudzą się tymi gadżetami zapamiętają przekaz ekologiczny, jaki płynie z tej akcji.

Rozmawiała Anna Kolet-Iciek
Fot. FB Łukasz Watuch

Dodaj komentarz

made in osostudio